poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Moje torby ekologiczne :)

Witam wszystkich ponownie :) Dawno nie pisałam, więc teraz to nadrabiam.
Skłoniła mnie do tego wakacyjna nuda. Ogólnie rzecz biorąc: jestem artystyczną duszą, lecz z niewiadomych przyczyn baardzo dawno nie rysowałam, więc postanowiłam ,,wyrazić się'' plastycznie w inny sposób :)

Któregoś dnia, w trakcie przeglądania stron internetowych, natknęłam się na różne wzory toreb ekologicznych. No i się zaczęło :) Od razu zakupiłam kilka toreb na All, potem popędziłam do sklepu plastycznego po farby, pisaki i pędzle i oto efekty :) Zabawa jest nieziemska, malowanie po torbach jest wyjątkowo łatwe.

Po kolejnej pensji mam zamiar znowu dokupić kilka toreb i skupić się na bardziej skomplikowanych wzorach :) (niektóre z nich biorę z różnych stron, albo wymyślam sama. Nie zastrzegam sobie praw autorskich do żadnego z nich, zwłaszcza, że można je zmieniać na nieskończenie wiele sposobów).

Póki co, przedstawiam Wam moje prace:




Ogólna próba kolorków :) Chciałam żeby ta torba była kolorowa i wesoła :D




Czyli I love Tokyo ^^

私は東京を愛して (=^^=)

Znaki znalezione w słowniku polsko-japońskim a serce to wycięty przeze mnie szablon.




Do kompletu utrafiłam tą koszulkę z Zary :) była przeceniona o połowę, więc nic tylko brać!




Bardzo podoba mi się nadruk z falami morskimi.
Aż zachciało mi się sushi :(



Czas na małą lekcję japońskiego ^^

Wzór na torbie przedstawia Haiku z książki ,,Japońska sztuka kaligrafii''. Muszę przyznać, że miałam trochę problemów ze znakami - kaligrafia to ciężka sprawa, bo nie mam specjalistycznych przyborów.
Użyłam jedynie farby i pędzla RENESANS 1006R, rozmiar 11. Czytamy od prawej do lewej i z góry na dół.

Matsuo Bashô: Frog Haiku
Ogólnie to krótki wierszyk o żabce.


Furu ike ya

kawazu tobikomu

mizu no oto



Co dosłownie znaczy:
Stara kałuża
żaba wewnątrz zanurza
woda hałasu

A tak bardziej ,,po naszemu'' ;) :
Do starego stawu
Żaba wskoczyła
Plusk wody


Haiku w 3 kolumnach, hiragana.

* Dwie kropki (kreski) dodane do su dają dźwięk zu, a do hi - dźwięk bi.





Jak sama nazwa wskazuje ;) jedna z moich ulubionych i często biorę ją do  pracy.
Utrzymanie liter w miarę równym rządku i odmierzanie ich wysokości to był koszmar. Ale jakoś się udało :)




Druga wersja torby :) pierwsza została podarowana jako prezent i znajduje się tutaj: 
http://toema53.blogspot.com/2013/08/taaaaka-niespodzianka.html  :) Ogólnie serdecznie polecam tego bloga, ale o tym później :)

W swojej wersji musiałam dodać dwa baloniki więcej, bo gdy wróciłam z łazienki z mycia pędzli, na torbie zauważyłam odbite ślady czerwonej farby ;/ musiałam mieć brudną rękę i się oparłam. Początkowo myślałam, że już nici z torby, najpierw zamalowałam to serduszkami, ale potem domalowałam baloniki żeby to jakoś współgrało :) Mam nadzieję, że torba na moim błędzie źle nie wyszła? Przynajmniej jestem oduczona opieranie się o torby podczas malowania.




Bardzo podoba mi się ten wzór :) jest taki pozytywny. Napisy na tym zdjęciu wyszły trochę za jasno, ale to przez kąt padania światła, na żywo jest ciemny i równomierny.
Na początku motylkowi miałam zamalować całe skrzydła, ale stanęło na artystycznym niedociągnięciu :D
Jak mam gorszy dzień, to przypominam sobie ten wzór i od razu czuję się lepiej.


A teraz chciałam zareklamować pewnego bloga :) (z własnej woli, talent należy promować!)
 

http://toema53.blogspot.com/



Dziewczyna ma niesamowity dar do koralików!
Sama jestem dumną właścicielką cudeńków przez nią wykonanych :D Oto niektóre przykłady: (teraz zdałam sobie sprawę, że nie cyknęłam fotki cudnego pierścionka w stylu wiktoriańskim, ale musiałam już zwrócić pożyczony aparat)




Krawaty przynoszą mi szczęście na kolosach :D Obydwa razem z kokardkami robią furorę na Uczelni.
Moja przyjaciółka się w jednej zakochała i musiała mieć kolejną sztukę dla siebie :)




Idealnie pasują do marynarek :)






No i przepiękna róża herbaciana. Jest taka cudna, że brak słów, wygląda jak prawdziwa :)
Leży na widoku za oszkloną gablotą w towarzystwie książek i Madame Bovary :D




Grzebień do włosów w otoczeniu posiadanych przeze mnie mang :D Jakoś od roku bardzo interesuję się Japonią i wszystkim, co z nią związane. Ozdoba bardzo przypomina mi te noszone przez maiko :) Jestem zachwycona ^^.


No i zapraszam wszystkich na rozdanie :D Na blogu:

 http://damawsalonie.blogspot.com

                         



Na zakończenie dodam, że to nie koniec mojej przygody z torbami. Niebawem kupię nowe :)
Najpierw zobaczę, na ile sztuk starczy mi funduszy (bo mam spooro innych rzeczy na oku do kupienia).
Torby kupuję na sztuki, hurt jest dla mnie nieopłacalny, bo przeglądając oferty firm, musiałabym kupić ich co najmniej  100. Pewnie wyszło by taniej niż na sztuki, ale póki co ich nie sprzedaję ;)

Ale może kiedyś...?

Pozdrawiam wszystkich ;*

środa, 2 stycznia 2013

Bransoletka Missiu


Kiedy przeglądałam ,,Glamour'', w oczy rzuciła mi się wzmianka na temat bransoletek Missiu. Jestem gadżeciarą i uwielbiam śliczne rzeczy, więc zatrzymałam się przy artykule na dłużej. Delikatne, koronkowe bransoletki? Hmm..ciekawe, nigdy czegoś podobnego nie miałam. No ale skoro polskie ,,gwiazdy'' je noszą, więc cena pewnie będzie wyższa od wartości takiego drobiazgu. Byłam pozytywnie zaskoczona, kiedy zerknęłam na cenę.

Następnie weszłam na oficjalną stronę. Bransoletki mają najróżniejsze kolory i wzory. Pacyfka jakoś do mnie nie przemawiała, serce było dla mnie za ,,słitaśne'', koniczynka fajna, ale dodatkowego szczęścia nie potrzebuję, czaszka kojarzy mi się z ,,emo dziećmi'', więc został motylek. Cena nie za wysoka, ładne wykonanie -a co mi tam, biorę!

Teraz problem - jaki kolor? Jako fanka koloru krwi, myślałam nad czerwienią, ale motyl kojarzył mi się z czymś delikatnym - stanęło na delikatnym różu. (kto się zna trochę na sprawach anoreksji i bulimii domyśli się, że czerwona, w sumie cienka bransoletka na dodatek z wzorem motyla nie kojarzy się zbyt dobrze)

Wpłaciłam pieniądze i czekałam :)

Teraz widzę, że doszły nowe wzory (znak nieskończoności, wąż, gwiazdki). Ale jednak wolę swój wybór :)

Opakowanie bardzo mi się podoba, chociaż spodziewałam się bardziej ,,bajeranckiego''. Ale takie minimalistyczne i bez przepychu ma niewątpliwie swój urok.




Podoba mi się sentencja z tyłu opakowania.




Muszę przyznać, że długo się napawałam widokiem bransoletki, nie potrafiłam rozpakować jej od razu.




Bransoletka jest przyczepiona do takiej papierowej listewki.




A tak prezentuje się na ręce :)


 Wrażenia?
Po pierwsze precyzja i delikatność bransoletki. Chociaż słyszałam opinie, że podobną można wydziergać za grosze, lub kupić podobną taśmę w pasmanterii. Moim zdaniem cena powinna być niższa o 10 zł, ale za długo żyję na tym świecie i wiem, że marketing rządzi się swoimi prawami.

Bransoletka jest urocza i dziewczęca. Jest dla mnie miłą odmianą po srebrnych charmsach. Jeśli będę mieć nadmiar pieniędzy, pewnie sprawię sobie kolejną.

Taka mała rzecz a cieszy :)



czwartek, 15 listopada 2012

M.A.C Divine Desire - Quite Coral (Review and Swatches)

Gdy tylko zobaczyłam pierwsze promocyjne zdjęcia świątecznej kolekcji MACa , od razu wiedziałam że to cudo będzie moje :)
Na początku limitowanka sprawiła mi nie lada kłopot - sporo osób nie znało daty wejścia do sprzedaży palet i zestawów. Najpierw były produkty z regularnej oferty, a pozostałe miały wchodzić stopniowo.
Jednak wystarczyło parę telefonów do krakowskiego MACa, by dowiedzieć się co i jak. Na dodatek zestaw udało mi się zarezerwować :) Więc ruszyłam w drogę.




 Zestaw zapakowano w cudne pudełko - w sam raz na prezent.
Wypad do Krakowa z przyjaciółką uważam za wyjątkowo udany :) Spacer po rynku, dwukrotne odsłuchanie hejnału, wizyta w Galerii Bukowski, małe piwko w ,,Vis a vis''. Piękny dzień :)
Haha no i niezapomniana podróż pociągiem :D




Informacja z tyłu. Czyli co zawiera zestaw.




 Robienie zdjęć temu cacuszku było przyjemnością. Czemu ja się tak łatwo zakochuję w pięknych opakowaniach?
 





 


Zaglądamy do środka. Na początku kosmetyczka ciężko się otwierała i w sumie ja to robiłam nieprawidłowo - rozdzielając na pół paznokciami. A wystarczyło delikatnie otworzyć jak książkę.
Muszę wyjątkowo uważać - satynę, z którego jest wykonane puzderko, łatwo ubrudzić. (a wiem coś o tym - mam dwie pary point)




 W środku są jakby dwie części. Pierwsza to mała kieszonka, w której znajdziemy pędzel do pudru/różu.



 Pędzel 129SE. Nie wiem jak się będzie sprawował - do różu zawsze używałam pędzelka Essence. Ale o MACu słyszałam same dobre opinie.





 Kredka Technakohl ,,Photogravure'' Rewelacyjna jakość. Byłam negatywnie nastawiona do wykręcanych kredek, bo trafiłam na bubla z Kobo - ścierała się z oka w błyskawicznym tempie i przy aplikacji łamała niemiłosiernie. Teraz jakbym znalazła się między ziemią a niebem. 




 Nie robię swatchy na twarzy - gdy pstrykałam te zdjęcia, byłam świeżo po oczyszczaniu u kosmetyczki. Wtedy lepiej nie pokazywać się publicznie przez parę dni :D




 Pomadka ,,In a Heartbeat'' Wyjątkowo nie wypróbowana - nie maluję się kosmetykiem zaraz po zakupie, gdy nie ma takiej palącej potrzeby :) Chyba sporo dziewczyn tak ma.
 



Błyszczyk ,,Pure Flattery'' Czyli coś, co wszystkie lubimy najbardziej :D Mam na myśli fenomenalną trwałość, cudowne kolory i słodki zapach. Wspaniale się mieni, ma delikatne drobinki - ale nie kawałki brokatu. Co to, to nie :) Fikuśne jest opakowanie - z jednej strony klasyczne, a gdy obrócimy o 180 stopni wita nas kokardka - motyw przewodni tego zestawu.









 Bez użycia lampy błyskowej. Miałam problem ze starciem błyszczyka :)





 Róż ,,Born to Love''  Nie wiem, czemu na zdjęciach wyszedł tak różowo. Na żywo jest brzoskwiniowo - koralowy. Opakowanie nie jest duże - porównać je można do wielkości cieni z kolekcji Marilyn Monroe. 

Miesiąc temu chorowałam na brzoskwiniowy róż - niestety, wtedy ,,Legendary'' rozszedł się jak cieple bułeczki. Zła byłam strasznie, ale cóż poradzić? Kto pierwszy, ten lepszy :) Dlatego ucieszyła mnie wzmianka na blogu Temptalia: ,, MAC Legendary is lighter, pinker.'' Czyli upolowałam większego brzoskwiniaka niż chciałam na początku :D








 No, to by było na tyle :) Cieszę się bardzo z tego zestawu. Opłacało się wyłożyć niemałą kaskę - i tak wyszło taniej, niż jakby kupować te rzeczy pojedynczo. No a kosmetyczka? Arcydzieło.
Teraz lepiej żeby MAC nie wydawał kolejnej genialnej kolekcji, bo na ostatnich dwóch prawie zbankrutowałam :D

Pozdrawiam cieplutko wszystkich czytających :*